W poszukiwaniu Pizzy Idealnej.

Luty 8, 2010 - autor: luisafoodie

Jakiś czas temu rozpoczęłam swoje własne poszukiwania domowej Pizzy Idealnej. Piekarnik jaki mam, każdy wie. Kamienia brak. W domu zimno, więc ciasto nie ma najlepszych warunków do wyrastania. Jedyne pewne elementy to ja i Mazur – pizzę jesteśmy w stanie zjeść zawsze i wszędzie.

Rozpoczął się więc czas eksperymentów. Raz się nie dopiekło, innym razem spaliło. Ciasto sztywne, ciasto bezsmakowe, nienajlepsza kombinacja dodatków. Umówmy się: żadna z wymienionych ‘porażek’ nie jest końcem świata, więc pizzopodobne wypieki zjadane były do ostatniego okruszka, z zapewnieniem, że nie złożyliśmy broni, a poszukiwania będą trwały dalej.

Wczoraj zagniotłam ciasto z przepisu z książki ‘Jamie w domu’ J. Olivera, zachęcona fragmentem programu telewizyjnego ‘Jamie at home’ poświęconemu pizzy*. Powiem krótko: udało się.

Wnioski?

1. Nie kombinować z ciastem: mąka, woda, oliwa sól i odrobina cukru na rozruch to podstawa, poza którą nie warto się wychylać.

2. Nie ignorować 10 min. etapu wyrabiania ciasta – zdaje się, że moje niepowodzenia wynikały właśnie ze zbyt krótkiego wyrabiania.

3. Nie przejmować się piekarnikiem i brakiem kamienia: taka pełna półka-blacha i piekarnik ustawiony mniej więcej na maksimum powinny wystarczyć (co nie znaczy oczywiście, że sprawna maszyna i kilka gadżetów mają zaszkodzić : )

4. Pamiętać, że pizza to z założenia posiłek prosty i nieskomplikowany i choć Neapolitańczycy twierdzą, że tamtejsze powietrze jest niezbędne do upieczenia ‘prawdziwej’ pizzy, to jak się nie przekombinuje, to pizza uda się na bank.

Przepis na dwie spore pizze

0,5 kg mąki

10 – 15 g świeżych drożdży

mniej więcej szklanka ciepławej wody

2 – 3 łyżki oliwy z oliwek

łyżeczka soli

łyżeczka cukru

Mąkę przesiewam na blat, mieszam z solą. Drożdże rozpuszczam w wodzie, razem z cukrem i oliwą. Po chwili zaczynam dolewać płynną miksturę do mąki, zagarniając widelcem tak, jak przy pierogach.

Następnie zaczynam zagniatać ciasto, co powinno trwać jakieś 10 minut. W połowie może się odechcieć, ale na tym polega cały myk, więc nie wolno przerwać.

Gładką kulę wyrobionego ciasta przekładam do miski lekko wysmarowanej olejem. Przykrywam miskę ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na mniej więcej godzinę.

Po tym czasie ponownie wyrabiam ciasto, żeby wypuścić z niego powietrze. Nie należy się obawiać zmniejszenia objętości kulki. Ciasto na tym etapie jest bardzo elastyczne, więc bez problemu uformujemy z niego 2 placki (lub jeden wielki – zależy to wyłącznie od osobistych preferencji i rozmiarów piekarnika). Placki powinny poleżakować jakieś 10 minut.

Przed samym włożeniem do piekarnika obkładam dodatkami. Zdecydowanie najlepiej sprawdzają się połączenia najprostsze. U nas wczoraj był sos pomidorowy zrobiony ze zredukowanych pomidorów krojonych z puszki wzmocnionych czosnkiem, odrobiną oliwy i przyprawami, pikantne salami, pieczarki, mozarella i oliwki, choć jestem przekonana, że odjęcie czegokolwiek poza sosem i serem nie ujęłoby chwały naszemu wypiekowi : ).

Pizzy w moim piekarniku wystarcza mniej więcej 10 minut. Delikatnie zarumieniony rant to najlepszy znak. Trzeba pamiętać, że lepiej obserwować ją przez okienko, niż uchylać drzwiczki – pizza lubi jak jest jej niezmiennie gorąco.

To wszystko.

Choć uważam tzw. akcje kulinarne za bardzo dobry pomysł i istotny czynnik budujący internetową społeczność gotujących blogerów, sama prawie w nich nie uczestniczę. Bywają wyjątki, a Międzynarodowy Dzień Pizzy, czyli International Pizza Day jest jednym z nich. Akcja prowadzona jest przez Nette7 z bloga Fabryka Smaku., której bardzo dziękuję, za przypomnenie tej daty, choć wciąż nie wiem, na ile jest oficjalna :) .

* fragment 1, fragment 2, fragment 3.

PS. Wybaczcie flesz i słabą jakość zdjęcia. Głód, zima i późna pora robią swoje : )

Diamonds are the best girl’s friend. Really?

Styczeń 28, 2010 - autor: luisafoodie

Dziś będzie mało treściwie, ale za to bardzo obrazowo.

Pamiętacie taką zabawkę “Polly Pocket”? Była plastikowa, miała formę na przykład muszli, którą można było otworzyć, a w środku znajdował się zaczarowany, miniaturowy świat, zamieszkany przez elementy dla dzieci powyżej lat trzech, czyli miniaturowe laleczki.

Moja uproszona laleczka przeprowadziła się prędko do domku “zbudowanego” w maleńkim pudełku. Klejenie tego miniaturowego mieszkanka sprawiało mi znacznie więcej radości, niż zabawa plastikowym światem w plastikowej muszli. No ale każdy lubi co innego.

W Barcelonie mieszka Ana Garcia, która robi niezwykłą biżuterię. Pokazuje ją na blogu i wystawia w europejskich galeriach. U mnie możecie zobaczyć jedynie tę, która nosi w sobie kulinaria, ale miłośnicy motoryzacji, podwodnego świata, czy nawet…życia po życiu…znajdą u niej coś dla siebie.

O ile nie mogę sobie wyobrazić, że noszę na palcu ślubny tort, to główkę kapusty – jak najbardziej. A Wy?

[Wszystkie zdjęcia pochodzą z bloga http://otromundojoyas.blogspot.com ]

[Cynk o Orto Mundos dostarczyła niestrudzona Em, gracias!]

Urodzinowy zawrót głowy!

Styczeń 25, 2010 - autor: luisafoodie

Urodziny to fajna sprawa. Dostałam cukierka od instruktora prawka, megasuperwaypasioną patelnię, która wytrzymuje wizyty w piekarniku od Taty i jeszczebardziejmegasuperwyczesany granitowy moździerz od Mazura (nie wspominając o wczorajszej, przedurodzinowej kolacji…). Żyć, nie umierać, gotować i jeść : ) Dziękuję!

Na zdjęciu urodzinowy “torcik” sprzed dwóch lat: ciepły lód w kształcie świnki! Iście karnawałowe przestępstwo kulinarne : ) Pamiętacie dziewczynki?