“Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę” Nie każdy podróżnik wydaje książki

Dostałam propozycję, która bardzo mnie ucieszyła – zaproponowano mi napisanie recenzji książki podróżniczej. Na początku myślałam, że to pomyłka, później jednak powątpiewaniu ustąpiło przekonanie, że nawet jeśli ktoś się pomylił, to przecież nie znaczy, że nie mogę się zgodzić, prawda? Po przeczytaniu książki uznałam jednak, że cała ta sytuacja to całkiem sprytne zrządzenie losu. O tym, dlaczego to zrządzenie, napiszę w następnym wpisie, bo to czysta prywata. Dziś przed państwem premiera – pierwsza (i mam nadzieję, nie ostatnia) recenzja.

okladka_Nie kady Brazylijczyk taczy samb_druk.indd

“Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę” to debiutancka książka młodego chłopaka piszącego pod pseudonimem podróżniczym Tony Kososki, wydana przez Wydawnictwo Muza. Tony mając 23 lata poleciał do Brazylii, gdzie został zakwalifikowany do pracy przy mistrzostwach świata w piłce nożnej jako wolontariusz. Stamtąd, po zakończeniu mundialu wyruszył w podróż po Brazylii, Boliwii i Peru. Na koncie miał zaledwie kilkaset euro, a w głowie fiubździu. W książce opisuje koleje swojego losu w Ameryce Południowej i muszę przyznać, że lekturę zaczynałam z ogromnym apetytem na wspaniałe opowieści, między innymi dlatego, że sama, kilka lat temu odwiedziłam niektóre z miejsc opisywanych przez Kososkiego.

Niewątpliwą zaletą książki jest to, że daje ona czytelnikowi możliwość prześledzenia rozwoju autora. Początkowo jego założenia i obserwacje są naiwne, czasami zahaczające wręcz o ignorancję. Na szczęście jednak z czasem i wraz z przejechanymi kilometrami jego spostrzeżenia i przelewane na karty książki przeżycia zaczynają wykraczać ponad uwagi o tuszy Boliwijek i skrzętnie wyliczane przypadki ciągłego targowania się o ceny przejazdu i noclegów.

Książkę czyta się trudno. Styl jest niespójny, narracja urywa się, bywa, że początki akapitów obiecują zawartość, której później próżno szukać w treści. Mieszają się czasy i style, i – mimo iż jestem z pokolenia, w którym słowo drukowane szanuje dla zasady – tutaj nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że materiał na książkę przesmyknął się gdzieś niezauważony przez redaktora i został wydany zbyt pospiesznie.

Na szczęście w ostatniej części, poświęconej Peru ten chaos nieco się uspokaja, co daje nadzieję, że zapowiedziana w posłowiu druga część zostanie napisana z większą ogładą. Zapowiedź ta jest zresztą zaskakująca, bo opisane na ponad czterystu stronach perypetie z perspektywy czytelnika były po prostu nudne i dość powtarzalne – Amerykę Południową wszerz i wzdłuż przemierzają śmiałkowie uzbrojeni jedynie w plecak i hart ducha. Być może w drugiej części książki dowiemy się czym perypetie Tonego Kososkiego wyróżniają go na tym imponującym tle. Z drugiej jednak strony pisać można przecież o wszystkim, byle dobrze.

Przyznaję z ręką na sercu – od początku lektury szukałam strategii na to, jak tę książkę wybronić. Kombinowałam mniej więcej tak, że może znajdzie się jakaś grupa docelowa, dla której zawarte w niej uwagi będą cenne i rozwijające. Może rodzice dzieci, które pewno dnia oświadczą, że biorą plecak i spadają na drugi koniec świata, może ludzie planujący taką podróż, może starzy, może młodzi? Dobrnęłam do końca i doszłam do wniosku, że nie mam jej komu polecić. No bo przecież młodzież marząca o przygodach może spokojnie zagłębić się w szalenie wartościowe blogi ludzi, którzy taką podróż podjęli. W polskiej blogosferze podróżniczej możemy do woli wybierać w przedstawicielach każdego możliwego stylu podróżniczego – samotni młodzi faceci zaraz po licencjacie, samotne dziewczyny z misją, pasjonaci w ciągłej podróży od lat przygarniający pod swoje skrzydła przygodnych towarzyszy, pary w podróży poślubnej, rodziny z dziećmi, motocykliści, rowerzyści – oni wszyscy już tam byli.

W dodatku większość z nich prowadzi bloga. Niektórzy piszą dla rodziny i znajomych, inni od razu zakładają, że zrobią na tym interes życia, jeszcze inni są już marką samą w sobie. Niektórzy wydają książki. Niektóre z nich czyta się świetnie, inne gorzej.

Mam takie przeczucie, że gdyby obie części wspomnień Tonego, tą istniejącą oraz tą jeszcze nie wydaną, połączyć w jedną dobrze zredagowaną książkę, to powstałaby naprawdę inspirująca całość opowiadająca o młodym, odważnym człowieku, który mimo braku imponujących środków rzucił się na przygodę i przeżywając na obcym kontynencie zaskakujące zwroty akcji, nauczył się życia żegnając naiwne założenia o świecie.

Tak się jednak nie stało. Ktoś podjął decyzję o wydaniu sagi, a ucierpiał na tym i autor i jego historia. Wielka to szkoda, bo chłopak mógł stać się doskonałą inspiracją dla innych: trzy języki (tyle przynajmniej dowiadujemy się z książki), część studiów spędzonych za granicą, tytuł inżyniera, wystarczająco dużo samodyscypliny, by napisać pracę inżynierską podczas podróży, bez komputera i stałego adresu (no naprawdę, szacun!), odwaga, która pozwala przeżyć przygodę życia – taki potencjał! Mam szczerą nadzieję, że jakoś się jeszcze obroni.

Jeśli książka “Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę” wpadnie Wam w ręce, przeczytajcie i powiedzcie, co sądzicie – bardzo chętnie poznam Wasz punkt widzenia, w końcu cały urok wszelkiej twórczości leży w tym, że można ją odbierać na wiele sposobów. Jeśli chcielibyście więc przeczytać tę książkę, mimo moich wątpliwości, to chętnie wyślę mój egzemplarz autorowi najlepszej rekomendacji współczesnej literatury podróżniczej. Wymieńcie autora i tytuł książki i napiszcie dlaczego warto ją przeczytać. Na sugestie czekam na fanpejdżu Dos limones na FB . W niedzielę wieczorem wybiorę tę, która najbardziej mnie przekona, a jej autor otrzyma ode mnie książkę. Z decyzji wyspowiadam się o 21:00 w niedzielę 24 lipca, na fejsbuku. Wchodzicie w to?

Co się zaś tyczy samego Kososkiego. Myślę, że może on jeszcze ładnie namieszać i warto obserwować jego podróżnicze posunięcia na jego blogu zatytułowanym “Vai la cara”, co po portugalsku oznacza: dawaj ziomek! Blog jest dużo bardziej wciągający niż książka! Nie każdy podróżnik pisze i wydaje książki. Niektórym wystarczy być w podróży. Dawaj Tony, dawaj!

Reklamy

Jedna myśl na temat ““Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę” Nie każdy podróżnik wydaje książki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s