Środa to mały weekend, czyli latająca kuchnia Mazura

Nasza rodzina nie żyje tradycyjnym rytmem klasycznych tygodni i weekendów, które zaczynają się w piątek wieczorem i kończą w niedzielę po południu. Dlatego powiedzenie, ze środa to taki mały weekend jest dla nas jak najbardziej adekwatne.

W minioną środę zaprosiliśmy kilkoro przyjaciół na kolację. Odwiedziła nas śmietanka lubelskiego managementu kultury, realizacji dźwięku, obrazu i oświetlenia, programistów gier, lekarzy ortopedów i wschodząca gwiazda renowacji drewna. I Fox. Szefem kuchni był oczywiście Mazur, ja wcieliłam się w rolę sous chefa, ale do gotowania zaprzęgliśmy wszystkich, nawet naszą małą Jankę, która poszła spać dopiero, gdy pojawili się wszyscy spodziewani goście. Upiekło się tylko Kosmie, którego cała ta impreza w ogóle nie obeszła.

Taki jest właśnie klimat tych naszych kolacji. Nie ma spinki i panicznego sprzątania do ostatniej chwili. Nie mamy zastawy na osiem osób, więc każdy talerz, miska i łyżka są z innej parafii. Czasem brakuje jednego krzesła, a czasem dwóch i wtedy zasiadamy na parapetach lub kuchennym blacie. Do tego dołóżcie BYOB i już macie mniej więcej obrazek tego, jak się u nas nocami je, pije, rozmawia, usypia z powrotem dzieci, chodzi na ciche papierosy na balkonie i pakuje desery na wynos.

Nasze kolacje zaczęły się jeszcze w pierwszym mieszkaniu, które wynajmowaliśmy na Szewskiej w Lublinie.

Mieliśmy tam najmniejszą kuchnię świata z takim stołem, który, kiedy się przy nim nie siedziało, trzeba było złożyć, żeby zyskać trochę miejsca. Blatem roboczym był parapet (i powiem Wam szczerze, że nigdy już na niczym innym tak dobrze nie wyrabiało mi się ciasta na pizzę) oraz wierzch pralki, a przy stole mieściły się maks trzy osoby. Mazur smażył steki i frytki w wielkim garnku i wydawał je na bieżąco, a my zmienialiśmy się przy stole rotacyjne. Potem kuchnia tonęła w tłuszczu ze smażenia (dosłownie, bo nie mieliśmy tam wywiewu), a wszyscy przenosili się do dużego pokoju z sześcioma ścianami i zawijali w koce (tak bardzo potrafiło tam być zimno).

Dziś mieszkamy gdzie indziej, mamy centralne ogrzewanie i dwójkę dzieci, ale wywiewu jak nie było, tak nie ma. Szefem kuchni jest niezmiennie Mazur, a radość i satysfakcja z karmienia bliskich coraz większa – żebyście widzieli minę Mazura, kiedy Grako zabierał porcję zupy na wynos!
A właśnie, Graku, wielkie dzięki za to, że pozmywałeś!

IMG_4759

IMG_4924

Menu:

  1. Pierożki syczuańskie z sosem z orzeszków ziemnych i pikantnym olejem
  2. Udon z kaczą piersią, grzybami enoki, shitake i shimeji, krewetkami i warzywami (lub, w wersji wege, z łososiem zamiast kaczki)
  3. Brownie Totalne z dużą ilością cukru, masła i czekolady (pakowane do kieszeni na wynos)

IMG_4926

Więcej kreacji Mazura i newsy na bieżąco znajdziecie na naszym profilu na FB, więc polubcie go koniecznie, bo już za chwileczkę, już za momencik czekają nas wielkie zmiany!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s