Makaron z wędzonym szprotem w kurkumie

Ostatnio nasze życie nabrało tempa. Jesienią w Lublinie odbywają się Konfrontacje Teatralne, z którymi jesteśmy związani od zawsze. Kiedyś pracowaliśmy przy festiwalu oboje i wtedy był to czas bieganiny, pustej lodówki, bułek pizzówek, czarnej rozpuszczalnej kawy z dużą ilością cukru i tabletek przeciwbólowych.  Ja od kilku lat pracuję już gdzie indziej, a w tym sezonie – głównie w domu, przy nieustającym festiwalu pieluch, rozszerzania diety, szczepionek, teatrzyków pacynkowych, rysowania dam i domów, wyklejanek, obstawiania zakładów o pierwszego zęba i stosów kolejnych serii prania. Dlatego tym bardziej odczuwam, gdy mój główny skrzydłowy, wsiąka bez reszty w rzeczywistość prawdziwego teatru.

W związku z tym mam dziś dla Was bardzo prosty przepis. Mówiąc szczerze, jest to jeden z moich ulubionych sposobów na makaron, pochodzący z jednej z pierwszych kolorowych książek kucharskich, które pojawiły się w moim domu rodzinnym.  Lubię go głównie dlatego, że posiada wszystkie cechy dobrego przepisu – mało składników, mało roboty, wyrazisty efekt w krótkim czasie. Czy to brzmi jak idealny obiad dla zapracowanego człowieka? Jeśli tak – zachęcam, nawet tych, którzy nie są przekonani do wędzonego szprota – a nuż podejdzie?

IMG_4635

1 puszka wędzonych szprotów w oleju
1 naprawdę duża cebula pokrojona w piórka
1 garść rodzynek, przepłukanych wrzątkiem
1/2 łyżeczki kurkumy
skórka otarta z 1 cytryny
garść posiekanej natki pietruszki
1 chlust wody z gotowania makaronu
olej rzepakowy

1/2 opakowania makaronu

  1. Wstawiamy wodę na makaron. Jak wiadomo makaron lubi dużo wody i lubi, żeby ta woda była słona.
  2. Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy cebulę, oprószamy solą i smażymy na delikatnym ogniu do miękkości.
  3. Gdy cebula jest już apetycznie szklista dorzucamy do niej rodzynki i kurkumę.
  4. Następnie dodajemy na patelnię szproty, może być z olejem. No może nie całym, ale nie musimy być mega pedantyczni w kwestii oddzielania.
  5. Wszystko razem podsmażamy na wolnym ogniu.
  6. Gdy makaron jest już ugotowany, za pomocą łyżki wazowej przelewamy na patelnię chlust gorącej makaronowej wody. to nie wygląda zachęcająco, ale dajcie mi szansę,
  7. Makaron odcedzamy i od razu wrzucamy na patelnię.
  8. Dorzucamy tam też skórkę cyrtynową i pietruszkę.
  9. Całość mieszamy, a makaronowa woda w magiczny sposób łączy się ze wszystkimi składnikami zamieniając się w lśniący sos.
  10. Podajemy posypując porcje posiekaną natką pietruszki.

Następnym razem robiąc zakupy dorzućcie do koszyka puszkę szprotów. Potem, gdy będziecie się zastanawiać co zrobić z zalegającym w lodówce pęczkiem pietruszki, przypomnijcie sobie o mnie i o tym przepisie i koniecznie dajcie znać, czy Wam smakowało.

Buźka!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s