Na grzyby by…

Trochę prywaty. Mój Mazur przynosi do domu ryby – ci śledzący Lu is a foodie na fb mogą pamiętać mój niedawny radosny wpis o sandaczu, którego fotografowałam aparatem bez karty.

W odpowiednich czasach Mazur zbiera także grzyby. I to ile! Jego Mama opowiadała mi kiedyś, że Mazur będąc małym dzieckiem „pełnym niespożytej energii” uspokajał się jedynie w lesie, podczas grzybobrania.

Ja co prawda dzisiaj jestem w domu, ale takie zdjęcie wylądowało w mojej skrzynce mailowej. Już wiem, co będzie jutro na obiad! Pojezierze łęczyńsko-Włodawskie rządzi i mój Maz rządzą, bez dwóch zdań.

Advertisements

6 myśli na temat “Na grzyby by…

    1. Heh, no niby nie :) z tych powstały gołąbki z kaszą gry i grzybami, a w zamrażalniku kilka porcji podzielonych „wielkością” – np najzgrabniejsze i najjędrniejsze wylądują na makaronie, bo mi sie takie danie marzy od stu lat. A BN będziemy spędzać daleko daleko stąd i w związku z tym zamiast gromadzić zapasy raczej się ich pozbywam :)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s