Spicz i żarcik na otarcie konkursowych łez :)

Emocje opadły, nie trzeba już nikogo do niczego namawiać, czas wyciągnąć wnioski z całkiem nowego doświadczenia, jakim był dla mnie udział w konkursie na Blog Roku 2009. Lu is a foodie. po ostateczym podliczeniu głosów znajduje się na 27 miejscu w kategorii Moje zainteresowania i pasje. Wydaje mi się, że to całkiem niezły wynik, jak na stronę, która dołączyła do blogosfery niemal w połowie roku oraz liczebność konkurencji – ponad osiemset sztuk.

Wszystkim, którzy wysyłali sms’y, namawiali do tego innych i kibicowali mi w zabawie: stokrotne DZIĘKUJĘ!

Na samym początku napisałam jaki jest mój cel i ten cen udało mi się osiągnąć. W ciągu ostatniego tygodnia zajrzało tu sporo nowych osób, co niezmiernie mnie cieszy! Dostałam też kilka przemiłych maili od osób, które zaskoczone moją internetową działalnością dodawały otuchy, a nawet proponowały współpracę i pomoc : ). Dostałam też garść pomysłów na kolejne notki – na pewno je wykorzystam! Kilka razy, gdy rozmowa schodziła na temat głosowania, okazywało się, że moi rozmówcy są równie rozmiłowani w kulinariach jak ja, a wiadomo przecież jak rozmowa o jedzeniu zacieśnia więzi : )!

W ten sposób sprawdziło się w praktyce zdanie, które kiedyś usłyszałam: Jeśli do czegoś dążysz, mów o tym głośno – zaraz znajdzie się osoba, która poda ci pomocną dłoń! Dlatego jeszcze raz dziękuję wszytskim za wsparcie i doping. Upewniłam się tylko, że warto pisać, bo jest komu czytać!

Chciałabym też pogratulować znajomym (mniej i bardziej) blogom kulinarnym, które znalazły się bardzo wysoko w stawce! W tym miejscu chciałam wpisać odnośniki do Waszych blogów, ale ranking nie jest już dostępny, a nie chciałabym kogoś pominąć : ) dlatego tylko Wy będziecie wiedzieli, że to do Was mowa : )

Wiem, że konkursowy czas nie dla wszytskich był beztroski, dlatego na zakończenie wklejam rozpiskę postępowania w razie upuszczenia pożywienia na podłogę. Kiedyś mówiło się: Pięciu minut nie leżało, dobry harcerz wszytsko zje!. Z kolei moja przyjaciółka z podstawówki, Ewa, której tato i brat pływali wówczas po bezkresnych morzach na s/y Roztocze opowiadała, że wszytko co w kambuzie wyleci z patelni (lub z garnka) natychmiast na nią wraca.

Wtedy, dzieckiem będąc, dziwiłam się okrutnie. Potem sama w polowych, jachtowo/leśno/szlakowo górskich warunkach stosowałam metodę dobrego harcerza i nikomu krzywda się nie stała : ) Tu macie schemat możliwych zachowań na wypadek podobnego wypadku w domu. Enjoy!

Już wkrótce napiszę o pewnej unikatowej książce kucharskiej, niezwykle apetycznej biżuterii i może w końcu uda mi się rozpocząć cykl wspomnień kulinarnych z podróży…sama nie wiem od czego zacząć!

[Obrazek pochodzi ze strony www.swiss-miss.com]

Reklamy

2 myśli na temat “Spicz i żarcik na otarcie konkursowych łez :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s